Był pierwszy września, dzień nieznoszony przez większość normalnych dzieci i nastolatków, bo przecież kończyły się wakacje. Mimo to dla Hermiony Granger był to najbardziej wyczekiwany przez nią dzień w roku, no ale przecież Hermiona Granger nie była normalna. Była czarodziejką i właśnie teraz siedziała na uczcie w Hogwarcie pośród gwaru i rozmów innych uczniów. Nową dyrektorką została profesor McGonagall, co dla niektórych było udręką, gdyż wiadomo, że jest to kobieta surowa i bardzo uczulona na punkcie łamania regulaminu. Ceremonię Przedziału poprowadził profesor Flitwick, co było dość zabawnym widokiem, ponieważ większość pierwszoroczniaków przewyższała wzrostem nauczyciela zaklęć o ponad głowę. Po przydzieleniu nowych uczniów do odpowiednich domów, dyrektorka zaczęła przemowę, witając wszystkich w nowym roku szkolnym i przypominając o regulaminie, a zaraz po wypowiedzeniu słowa “smacznego” stoły wypełniły się jedzeniem, uginając się po ciężarem mis, talerzy i dzbanów z sokiem dyniowym. Hermiona promieniała radością, ciesząc się z powrotu do swojego “domu”.
- Ron! - warknęła do brata Ginny, krzywiąc się z obrzydzenia.
- So? Jeftem głodny! - powiedział z pełną buzią, przy okazji plując na wszystkich w pobliżu. Hermiona skrzywiła się z niesmakiem i wróciła do swojej sałatki.
- Hermiono, zjadłaś już? Jestem strasznie śpiąca, a chciałam Ci coś powiedzieć. Przy okazji odprowadzę Cię do Twojej sypialni, hm? - spytała się jej, rudowłosa z dziwnym wyrazem twarzy, a Hermiona miała przeczucie, że nie będzie to nic miłego. Może nie dla niej, ale z pewnością dla młodej Weasley.
- Ee, tak, jasne. Nie jestem już głodna, chodźmy. - powiedziała, po czym chwyciła Ginny za rękaw szaty i pociągnęła w stronę drzwi.
- To o czym chciałaś mi powiedzieć? - wypaliła, gdy tylko znalazły się poza zasięgiem wścibskich spojrzeń, zbyt ciekawskich uczniów.
- To może chodźmy najpierw do Ciebie, co? Nie chcę żeby ktoś podsłuchiwał. - szepnęła, widząc jak mijające ich drugoklasistki zwolniły, z pewnością chcąc wyłapać jak najwięcej z ich rozmowy.
Brązowowłosa przytaknęła i razem z Rudą ruszyła na siódme piętro do jej pokoju. Wchodziło się przez nie przez powieszony obraz, przedstawiający jakąś starą, przemądrzałą czarownicę. Hermionę cieszyło to, że pokój był połączony z Pokojem Wspólnym Gryffindoru - wystarczyło przejść przez tunel za starym płótnem, znajdujący się w jej pokoju. Było to przestronne, przytulne pomieszczenie. Ściany były koloru ciemnoczerwonego, a podłoga była wyłożona ciemnymi panelami, na których leżał beżowy dywan. Naprzeciwko wejścia, gdy się wchodziło, wzrok od razu padał na znajdujący się tam, marmurowy kominek, na którym dziewczyna zdążyła powykładać czarnobiałe fotografie oraz szklane, śnieżne kule. Tuż obok kominka znajdowało się okno z widokiem na boisko do Qiudditcha. Po lewej stronie umieszczone było drewniane, ogromne łóżko z czerwoną narzutą, na której widniał znak Gryffindoru oraz kilkanaście beżowych poduszek. Obok łóżka, w kącie znajdowała się toaletka, wykonana z ciemnego drewna z lustrem w złotej ramie, która zapełniona była różnoraką biżuterią oraz kosmetykami. Z kolei po prawej stronie obok drzwi prowadzących do jej prywatnej łazienki, stały meble, między innymi duża, dębowa szafa, również dębowa komoda, a także trochę zakurzona lampa, która mimo że nie sprawiała takiego wrażenia, to bardzo dobrze oświetlała całe pomieszczenie.
~~*~~
- Więc o co chodzi? - zapytała Gryfonka, gdy tylko portret za nią się zamknął.- Chciałam Cię poinformować, że nie jestem już z Harry’m. - powiedziała, nie patrząc jej w oczy, tylko błądząc wzrokiem po podłodze.
- Co? Jak to? Dlaczego? - dociekała Hermiona, nie do końca pojmując, co jej właśnie powiedziała przyjaciółka.
- Po prostu. Rozstaliśmy się w sierpniu. - widać było, że jest to dla niej trudne, więc Hermiona natychmiast ją przytuliła i nie zamierzała drążyć tematu. Jak Ginny będzie chciała, to jej powie, prawda?
- Ale nie rozmawiajmy o tym. Wiesz, że Malfoy się na Ciebie cały czas gapił podczas uczty? - spytała, a dziewczyna w odpowiedzi wytrzeszczyła oczy.
- Pewnie się zastanawiał jak mnie wyzywać przy najbliższym spotkaniu. - uśmiechnęła się, kładąc się na łóżku obok Ginny.
- Albo mu się spodobałaś. - powiedziała, a po chwili cały pokój wypełnił głośny, perlisty śmiech dwóch przyjaciółek.
- Która jest godzina? - zapytała rudowłosa, tłumiąc ziewnięcie.
- Dwudziesta pierwsza czterdzieści. - odparła Gryfonka, patrząc na zegarek.
- Za dwadzieścia minut cisza nocna, chyba muszę się zbierać. Ale jak sobie wyobrażę, że mam słuchać tego gadania Romildy, to…
- O czym ty mówisz? - zapytała Hermiona.
- Oh, bo ona ciągle gada jaki to Harry jest przystojny i męski! Normalnie rzygać mi się chcę jak o tym myślę i mówię, a co dopiero jak mam to słuchać, pewnie przez całą noc! - wybuchła dziewczyna, machając rękoma na wszystkie strony.
- To wiesz co? - spytała panna Granger, nagle wpadając na genialny pomysł.
- Co? - Ruda spojrzała na nią podejrzliwie.
- Śpij dzisiaj ze mną! Idź po potrzebne rzeczy, a ja w tym czasie się wykąpie i wszystko przygotuję! Zrobimy sobie babski wieczór! W sumie jutro są lekcje, ale raz w życiu można zaszaleć! - podekscytowana Hermiona zaczęła krążyć po pokoju, żywo gestykulując, a młoda Weasley przyglądała jej się z rozbawieniem.
- Kim jesteś i co zrobiłaś z Hermioną Granger? - zapytała ze zdziwieniem, zastanawiając się czy się przypadkiem nie przesłyszała i czy jej najlepsza przyjaciółka właśnie powiedziała, że się upiją mimo iż następnego dnia są lekcje, a ona jest Prefektem Naczelnym!
- Oh, mówisz jak Ron! Czy ja nie mogę się chociaż raz…
- Upić? - podsunęła dziewczyna, widząc jak Hermiona szuka odpowiedniego określenia.
- Wyszaleć. Więc czy ja nie mogę się chociaż raz wyszaleć, nie słuchając żadnych pretensji? - założyła ręce na biodra, prychając jak rozjuszona kotka.
- Ależ ja nie mam do Ciebie pretensji! To lecę po ciuchy, a ty idź się wykąpać i nie marudź! - poczochrała ręką jeszcze jej włosy, po czym wybiegła z pokoju, unikając lecącej w jej stronę poduszki.
Brązowowłosa szybko wzięła ręcznik i bieliznę oraz piżamę i wleciała do łazienki, z której wyszła po dwudziestu minutach, świeża i pachnąca. Ginny jeszcze nie było, więc zdecydowała, że pójdzie do kuchni po kilka butelek piwa kremowego, bo przecież nie będą pić soku dyniowego. Tak więc zarzuciła na siebie szlafrok i na boso, gdyż nie chciało jej się szukać kapci, wyszła przez portret, ignorując dociekliwe pytania czarownicy “zamieszkującej” obraz. Chwilę później stała już w kuchni otoczona kilkudziesięcioma skrzatami domowymi. Wzrokiem szukała Stworka, który tam pracował i już po chwili go znalazła, wychodzącego ze spiżarni.
- Stworku! - wrzasnęła, a mały skrzat od razu znalazł się przy jej boku, pytając co sobie życzy.
- Jakbyś mógł to bym poprosiła o parę butelek piwa kremowego, dobrze? - zapytała łagodnie, a skrzat natychmiast udał się do ponownie do spiżarni, by po chwili wrócić, niosąc około dziesięć butelek. Hermiona wzięła je od skrzata, biorąc po dwie do jednej ręki, a resztę jakimś cudem, umieszczając przy żebrach. Nie wiedziała jakim cudem uda jej się to zanieść do swojego dormitorium i przeklinała się duchu za to, że nie wzięła różdżki. Bez problemu udało jej się dojść do połowy, gdyż wtedy natknęła się na kotkę Filcha.
- O cholera! - szepnęła i natychmiast się odwróciła, stając twarzą w twarz z woźnym.
- Gdzie się szwędamy po nocy, co? Już dawno powinnaś być w łóżku. - uśmiechnął się wrednie, a Hermiona już wiedziała, że się nie wywinie i ma szlaban murowany.
- A co ty tutaj niesiesz? - spytał, patrząc podejrzliwie na butelki, trzymane przez Gryfonkę, a orientując się, że jest to alkohol, poszerzył swój uśmiech. - I jeszcze alkohol. Za mną droga damo.
Brązowowłosa jęknęła, jednak posłusznie poszła za Filchem, drepcząc bosymi stopami po zimnej ziemi. Woźny szedł, mamrocząc pod nosem, jak to było pięknie za czasów, gdy się karano uczniów. Hermionę nie słuchała go, myśląc jak tu się wywinąć, jednak nic nie przychodziło jej do głowy. Szła w ciszy, strzelając głupie miny za plecami charłaka, gdy usłyszała jak woźny mówi coś o kolejnym, szwędającym się po zamku uczniu i że gdyby mógł to użyłby swoich metod tortur i to tak skutecznie, że wszyscy byliby już w swoich dormitoriach o dwudziestej, bojąc się chociaż palec wystawić za jego próg.
- Jak to kolejnym? - zapytała, nagle interesując się bełkotaniem Filcha.
- Och, ty nie jesteś pierwsza. Młody Malfoy też błąkał się po zamku… - urwał, nagle obrzucając Gryfonkę podejrzliwym spojrzeniem, a po chwili powiedział:
- A więc to tak… urządzacie sobie schadzki po nocach, tak? Nieładnie, nieładnie… - do Hermiony dopiero po chwili dotarło co przed momentem powiedział Filch, a jej zdziwienie było tak wielki, że aż się zatrzymała, wytrzeszczając oczy na charłaka.
- Że co?!
- Rusz się. Już wszystkiego się domyśliłem… tak. Jeszcze sobie porozmawiamy z Twoim chłoptasiem. - dziewczyna z niedowierzaniem słuchała co wygaduję o niej i o Malfoy’u stary woźny. Szła bez słowa, ubolewając nad głupotą woźnego, gdy nagle dotarło do niej, że są już przed drzwiami jego gabinetu. Weszła i spostrzegła, że w pomieszczeniu siedzi już pewien blond włosy Ślizgon i o mało nie zemdlała, kiedy Filch powiedział mu, że przyprowadził jego lubę. Mina Malfoy’a jak to usłyszał była bezcenna. Patrzył się zdezorientowany na Filcha, niosącego kilka butelek piwa oraz na Hermionę - najlepszą uczennicę w Hogwarcie, która zaraz dostanie pierwszy w swoim życiu szlaban. Zmierzył ją wzrokiem, dłużej zatrzymując się na jej bosych stopach. Zmarszczył brwi, zastanawiając się czy to nie jest przypadkiem jakaś ukryta kamera i czy ktoś sobie z niego nie kpi.
- Siadaj, siadaj. Zaraz ci wpiszemy szlaban… i Twojemu chłoptasiowi też. - powiedział, szperając w jakiś kartotekach, a Hermiona usiadła, czując, jak pocą jej się dłonie. “Teraz na pewno pomyśli, że
powiedziałam, że z nim chodzę!” - panikowała Hermiona.
- Że co? - otrząsnął się z szoku chłopak. - Czy ja się przesłyszałem? - spytał dziewczyny, a ona trochę zdziwiona, że chłopak normalnie się do niej odzywa, odpowiedziała:
- Ubzdurał sobie, że skoro ja chodziłam po zamku i ty też, to mieliśmy “schadzkę” i jesteśmy razem. - wypaliła, czerwieniąc się, a chłopak ku jej zdziwieniu obrzucił ją nieodgadnionym spojrzeniem i uśmiechnął się delikatnie.
- Prefekci Naczelni… ciekawe co będzie jak się o tym dowie profesor McGonagall. - wyszczerzył zęby, pisząc coś na pergaminie. - Jutro sobie porozmawiacie z dyrektorką, ona Wam powie szczegóły o Waszym szlabanie. Teraz się stąd wynoście. - powiedział, a Hermiona zbladła i razem ze Ślizgonem wyszła z gabinetu.
- No, no, no Granger. Nie wiedziałem, że jesteś taka niegrzeczna… Prefekt Naczelny i szlaban? - zapytał, uśmiechając się ironicznie.
- Przecież ty też jesteś Prefektem Naczelnym. - odparła, przyśpieszając kroku.
- Niby tak, ale ty? Wzorowa uczennica… to Twój pierwszy szlaban? - zapytał, zrównując z nią kroku.
- A co cie to Malfoy obchodzi? - warknęła. Była wściekła, bo nie dość, że dostała pierwszy w życiu szlaban, to ma go z Malfoy’em, który włóczy się za nią, jeszcze bardziej psując jej humor.
- No wiesz… w końcu jestem Twoim… jak to było? Ach tak, “chłoptasiem”.
- Och, zamknij się Malfoy! - wrzasnęła i szybko pobiegła do swojego dormitorium, pozostawiając za sobą zdezorientowanego chłopaka.
~~*~~
Zdyszana dotarła pod portret, gdzie stała dość zdenerwowana Ginny.- Gdzie ty byłaś? - spytała zdziwiona. - Myślałam, że jesteś w dormitorium.
- Eee… długa historia. - rzekła tylko i razem z Rudą weszła do pokoju. - A skąd ty masz piwo kremowe? I Ognistą Whisky? - zapytała widząc kilka butelek, trzymanych przez rudowłosą.
- Od Rona i Harry’ego. Pogadałam z nimi chwilę i im powiedziałam, że idę do Ciebie, bo mamy babski wieczór, więc Ron zaproponował, że da nam jakiś alkohol. - powiedziała wesoło, siadając na łóżko.
- To miło z jego strony. - powiedziała tylko i otworzyła piwo kremowe, które z nadmiaru emocji, jednym łykiem wypiła do połowy.
- Boże, powoli, bo się jeszcze zakrztusisz. - zaśmiała się Ginny i poszła w ślady przyjaciółki. Piły tak i się bawiły do trzeciej nad ranem, aż oby dwie, zalane w trupa zasnęły.
~~*~~
Hermionę w środku nocy, według niej, bo tak naprawdę już świtało, obudził dzwoniący budzik. Dziewczyna czując jak pęka jej głowa, powoli i delikatnie otworzyła jedno oko, które momentalnie oślepiło światło dnia, więc dziewczyna natychmiast je zamknęła. Zamierzała spać cały dzień i najlepiej w ogóle nie iść na lekcje.- Cholera! - Gryfonka wrzasnęła i szybko poderwała się z łóżka, czego pożałowała od razu, potykając się o leżące na podłodze butelki po piwie kremowym i wywijając orła w powietrzu, by następnie rąbnąć głową o róg komody, tym samym rozcinając sobie głowę, co tylko wzmocniło ból po jej libacji alkoholowej z Ginny. Jęknęła i ostrożnie wstała, czując spływającą po jej czole strużkę krwi. W buzi miała istną pustynię, więc sięgnęła bo leżącą również na podłodze butelkę wody i zaczęła pić, gasząc palące pragnienie. Rozejrzała się po pokoju, który wyglądał jak po przejściu tornada. Ginny nadal spała, rozłożona na łóżku, więc brązowowłosa zaczęła ją szarpać, mówiąc żeby wstawała, a gdy to nie podziałało, to chwyciła za różdżkę i szepcząc “Aquamenti” wyczarowała strumień wody, który ugodził Ginny prosto w twarz, tym samym skutecznie budząc dziewczynę.
- Co jest?! - krzyknęła, gwałtownie zrywając się z łóżka.
- Ginny nie drzyj się, głowa mnie boli, a za godzinę są lekcje. Ja tu posprzątam, ty idź do łazienki się przygotuj, dobra? - zapytała, a młoda Weasley przytaknęła bez słowa i trzymając się za głowę poszła do łazienki. Sprzątnięcie całego bałaganu zajęło Hermionie całe pół godziny, więc gdy Ginny wyszła z łazienki, ekspresowo się wyszykowała. Włosy związała w luźnego koka, założyła mundurek i wypsikała się swoimi ulubionymi perfumami. Zrobiła jeszcze lekki makijaż, żeby zatuszować prawie nieprzespaną noc. Gotowa wzięła jeszcze torbę i razem z Ginny, mając jeszcze dziesięć minut, by zjeść śniadanie i wziąć plan, szybko pobiegły do Wielkiej Sali, gdzie spotkały wychodzących Harry’ego i Rona.
- O, cześć. A czemu Wy tak późno? - zapytał rudowłosy, a Harry uśmiechnął się i powiedział:
- Kacyk.
- Żaden kacyk, po prostu… - zaczęła Hermiona, ale Harry jej przerwał, ponownie mówiąc:
- Kacyk.
- Och, idę coś zjeść. Chodź Ginny. - złapała przyjaciółkę za rękę i pociągnęła w stronę stołu Gryffindor’u.
Po chwili podeszła do nich profesor McGonagall i wręczyła im plany, przy okazji informując Hermionę, że ma się u niej wstawić w gabinecie o osiemnastej.
- Po co masz do niej iść? - spytała Ginny, idąc z brązowowłosą korytarzem, na pierwszą lekcje, którą okazały się zaklęcia.
- Pewnie chciała ze mną omówić sprawy Prefektów. - skłamała, domyślając się prawdziwego powodu jej wizyty u dyrektorki.
Po zaklęciach mieli dwie godziny transmutacji, a potem przerwę na obiad, na której Hermiona ubolewała nad tym, że później mają kolejne dwie godziny lekcji, tym razem Eliksirów - ze Ślizgonami. Miała jedynie nadzieję, że Malfoy nie wygada wszystkim o szlabanie.
~~*~~
- Dostałaś szlaban? Za co? - zapytał Harry, gdy tylko wyszli z klasy.- Och, to nic takiego! - żachnęła się. Była wściekła, bo nie sądziła, że ze Ślizgona taki kabel. Mianowicie chodzi o to, że kiedy tylko nadarzyła się okazja - gdy Slughorn zapytał się jej, czy będzie mogła przyjść dziś wieczorem na spotkanie Klubu Ślimaka, a Hermiona nie wiedziała jak się wymigać - Malfoy za nią ogłosił, iż nie będzie mogła, bo dostała szlaban. Teraz wszyscy wypytują się co takiego zrobiła, niezmiernie ją denerwując.
- Dobra, jak nie chcesz to nie mów. - powiedział, a po chwili oświadczył, że idzie do Rona i Hermiona wiedziała, że jest obrażony.
~~*~~
- Chyba wiecie w jakiej sprawie Was wezwałam? - spytała profesor McGonagall, gdy tylko Draco i Hermiona usiedli w fotelach, naprzeciwko jej biurka.- Tak.
- Nie. - odparli równocześnie, a dyrektorka ze zdumieniem spojrzała na Hermionę, która zaprzeczyła.
- Nie wie pani, panno Granger? Cóż, to mi może pani wyjaśni, dlaczegóż to włóczy się pani nocami po zamku i to w dodatku z alkoholem w rękach? - blondyn parsknął cicho śmiechem na widok zmieszanej miny Hermiony, co nie uszło uwadze dyrektorce.
- A pan, panie Malfoy z czego się śmieje? Może mógłby mi pan wyjaśnić, co pan robił w nocy poza swoim dormitorium. Rozumiem, że jesteście Prefektami Naczelnymi, ale Was też obowiązują jakieś zasady. - spojrzała na nich srogo, po chwili kontynuując - Pan Filch powiedział mi, że mieliście nocną schadzkę. Oczywiście mu nie uwierzyłam. - dodała, widząc ich buntownicze miny. - Jednakże chciałabym poznać powody, dla których zdecydowaliście się nie przestrzegać regulaminu.
- Ja… - zaczęła Hermiona, lecz po chwili urwała nie wiedząc co ma powiedzieć.
- To może pan? - zapytała profesorka, zwracając się do chłopaka.
- Eeee… - on również nie zdołał nic z siebie wykrztusić, więc dyrektorka tylko westchnęła i oświadczyła:
- Szlaban będziecie mieć wspólny. Zaczynacie od jutra, będzie sprzątać we Wrzeszczącej Chacie…
- Że jak?! - przerwał jej zdenerwowany blondyn, a Hermiona tylko jęknęła.
- … i nie chcę słyszeć żadnych sprzeciwów. Tak panie Malfoy, za karę wysprzątacie całą Wrzeszczącą Chatę. Bez użycia czarów. - tutaj Gryfonka tylko pobladła, czując jak robi jej się niedobrze. - Mam nadzieję, że to Was czegoś nauczy. Zgłoście się u mnie jutro o siedemnastej. Bez spóźnień. Teraz możecie już iść. - powiedziała, pochylając się nad pergaminem, tym samym dając im znak, że mają wyjść. Dziewczyna zerwała się z miejsca i załamana szybkim krokiem udała się w stronę swojego dormitorium, mając nadzieję, że uniknie spotkania lub jakiejś durnej rozmowy z chłopakiem.
- Wspólny szlaban Granger, co? - usłyszała po chwili przy swoim uchu i wściekła zaczęła klnąć pod nosem.
- Co za słownictwo Granger. - uśmiechnął się drwiąco, jeszcze bardziej doprowadzając dziewczynę do szału.
- Oh, zamknij się Malfoy! - wrzasnęła i zaczęła biec, słysząc za sobą tylko:
- Do zobaczenia na szlabanie, Granger!
“ Co za kretyn!” - warknęła w myślach załamana Hermiona, rzucając się na łóżko w swoim dormitorium oraz w duchu przeklinając woźnego i tą jego głupią kotkę. Gdyby nie on to teraz nie miałaby durnego szlabanu na dodatek z jeszcze bardziej durnym chłopakiem.
Senna i wykończona wrażeniami tego dnia, poszła wziąć relaksującą kąpiel i nie myśląc już o niczym, udała się spać, mając nadzieję na lepsze jutro.
A jak powszechnie wiadomo - “Nadzieja matką głupich”.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tam ta dam :) Oto rozdział pierwszy i mam nadzieję (w rozdziale dużo o niej, ale co tam), że przypadnie Wam do gustu. Mi osobiście się podoba, chociaż zmieniłabym w nim parę rzeczy, ale w sumie może tak być. :) Pozdrawiam i liczę na duuuużo pozytywnych komentarzy. :3